Perły dla każdego! Jak je nosić?

Perły noszę już od dwóch lat. Chociaż uważane są jako ozdoba kobiet, wcale się z tym nie zgadzam. Moda nie ma płci. Udowadniam to za każdym razem, prezentując Wam stylizacje. Faceci coraz częściej przełamują swoje bariery i bardzo mnie to cieszy. Ostatnio zauważyłem, że więcej chłopaków nosi perły i chętnie zestawiają je ze swoimi outfitami. Coco Chanel twierdziła „każda kobieta potrzebuje ich niezliczoną ilość”– teraz także mężczyźni. Perły od zawsze symbolizowały luksus. Kojarzone były z bogactwem i wyższą klasą społeczną. To właśnie ich wysoka cena wyznaczała prestiż. Oglądając stare filmy i seriale możemy zobaczyć przepych i wyrafinowanie u bohaterek. Audrey Hepburn w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego” łączyła perły z czarną suknią od marki Givenchy. Udowadniając, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Dzisiaj pasują one prawie do wszystkiego, pod warunkiem, że stylizacja jest przemyślana. Bez wątpienia dom mody Chanel ugruntował pozycję perłowej biżuterii. A za ich śladem poszły kolejne marki.

Perły jak je nosić?

Klasyczny naszyjnik z pereł daje nam wiele możliwości. Już na stałe zagościł w naszej codziennej garderobie. Pięknie prezentuje się na gołym ciele. Dobrym pomysłem jest nosić go do białej, klasycznej koszuli. Jeśli mamy w szafie elegancką kreację, perłowy naszyjnik będzie tylko jej dopełnieniem. Panowie, śmiało możecie założyć taki naszyjnik nawet do garnituru. Często zakładam mój naszyjnik do zwykłego T-shirtu czy swetra. Projektant Marc Jacobs zestawia je
z różnymi wariantami. Łączy sport z elegancją i świetnie mu to wychodzi. Wiele portali modowych doradza minimalizm jeśli chodzi o dobór biżuterii. Znów się nie zgodzę. Wszytko zależy od osoby
i jej temperamentu. Zwariowana stylizacja w stylu „Gucci” tylko zachęca, aby się oszronić. Załóżmy więc pierścionki z perłą, bransolety, długie i wiszące kolczyki czy wspomniany wyżej naszyjnik. Przesyt i przepych może również doprowadzić do klęski. Zamiast prezentować się szykownie, będziemy wyglądać jak choinka i to w złym guście. Zachęcam, abyście przemyśleli swój wybór kilkakrotnie. Bezpieczniej, jeśli dół stylizacji będzie spokojny. W tedy możecie zaszaleć z jej górną częścią. Klasyczna perła może być tylko małym elementem akcesoriów. W formie ozdoby do okularów przeciwsłonecznych, spinek, obuwia, broszki czy torebki.

W naszej patriarchalnej kulturze powstał przesąd, że perły przynoszą pecha. Wedle ludowych przekonań, taką biżuterię najlepiej sprezentować sobie samemu. Każdy wierzy w to co chce. Perłowa biżuteria mnie zachwycała i zagości u mnie już na zawsze. Zdecydowanie od jakiegoś już czasu spolaryzowała się także wśród mężczyzn. Bez namysłu mogę nazwać siebie perłowym trendsetterem, ponieważ jako jeden z nielicznych na świecie noszę je od dłuższego już czasu.
Ci z Was, którzy nie są do nich przekonani powiem jedno. Więcej odwagi. Spróbujcie i zobaczcie.
Czy perły skradną Wasze serca?

RISK FOR LOVE

Czerwiec jest miesiącem dumy – PRIDE MONTH. Dlaczego? Odpowiedzi należy szukać w historii ruchu emancypacji osób LGBT i nowojorskim klubie Stonewall Inn, gdzie w nocy z 27 na 28 czerwca doszło do nalotu policji. Trwające przez ponad dwa dni zamieszki, doprowadziły do nowego ruchu społecznego LGBT. Zdecydowali się walczyć o równe prawa i godne traktowanie swojej społeczności. Od tego czasu na całym świecie w czerwcu organizowane są tęczowe wydarzenia pod wspólnym szyldem Pride Month, czyli Miesiąca Dumy.

Marka RISK MADE IN WARSAW zaprojektowała swoją najnowszą kolekcję pod hasłem RISK FOR LOVE. Założycielki marki chcą w ten sposób walczyć o miłość, aby każdy miał prawo kochać kogo chce. Jaką miłość lubimy najbardziej? – każdą prawdziwą. A czego nie lubimy? – zasad społecznych oraz prawnych, które zakłamują, upupiają, krzywdzą, dyskryminują, marginalizują. Udają, że istnieje idealna orientacja seksualna, uznają, że seksualność może pozbawiać praw, lub je przyznawać – mówią założycielki marki. Symbolem kolekcji jest tęcza – Gdybym miała narysować flagę dla planety Ziemia, to byłaby to właśnie tęcza – przyznaje współzałożycielka Riska Klara Kowtun.
Zaprojektowane przez Pawła Palikota łagodnie zaokrąglone litery tworzące słowo RISK odtwarzają łuk naturalnej tęczy. Tęczowy motyw pojawia się zarówno na rozkloszowanych, inspirowanych latami 70. spódnicach – bananówach, na zalotnych sukienkach na ramiączkach, jak i w postaci haftu na plecach wygodnej, szarej bluzy.  Prosty cel może zdziałać wiele. – Projektując ubrania w tęczę, miałyśmy prosty cel by każdy mógł na ulicy, w biurze, wszędzie w każdym momencie manifestować swoje poparcie dla osób LGBT– mówią założycielki marki Antonina Samecka i Klara Kowtun.

Chętnie wspieram marki, które działają w słusznej sprawie. Dziewczyny z RISK MADE IN WARSAW są zgodne co do etyki w modzie, czyli maksymalizowania sustainability w procesie produkcji. Kochają dobre stare, precyzyjne krawiectwo. Z szacunkiem dla środowiska. Najnowsza kolekcja RISK FOR LOVE jest bardzo potrzebna w Polsce. W kraju, gdzie według najnowszego rankingu ILGA Europe, Polska jest najbardziej homofobicznym krajem w Unii Europejskiej. Ranking ten nie jest badaniem opinii publicznej, tylko analizą krajowego prawodawstwa i praktyki jego stosowania. Bardzo mi się podoba społeczne zaangażowanie brandów i nie przymykanie oka na problem nietolerancji na świecie. Na naszym rodzimym ogródku widać dużo strachu. Marki boją się sponsorować parady równości, czy patronować tęczowe wydarzenia. Nie chcą być kojarzone ze społecznością LGBT, aby nie stracić na sprzedaży. Sporo musi się zmienić. Tym bardziej z przyjemnością prezentuję Wam najnowszą kampanię RISK FOR LOVE.

Założycielki marki marzą o uszyciu sukienek i garniturów ślubnych na pierwszy przypieczętowany ustawą polski ślub pary LGBT. Objęły więc patronatem KPH, z którą jestem związany od jakiegoś już czasu. Do końca czerwca 10 zł ze sprzedaży każdej rzeczy z kolekcji RISK FOR LOVE przeznacza na organizowaną przez Kampanię Przeciw Homofobii akcję „Popieram związki”, która promuje równość małżeńską i związki partnerskie.

Autorem zdjęć jest Antoni Mroziński.

Lumpeksowe i Vintage zdobycze

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Często podczas podróży odwiedzałem lokalne bazarki czy targi. Zwracałem szczególną uwagę na piękną porcelanę, akcesoria czy biżuterię. Coś małego, aby udało mi się przewieźć. Od dobrych kilku lat odwiedzam lumpeksy i sklepy vintage. Z początku, aby mieć w swojej szafie coś unikatowego i wyróżniającego się. Uświadomiłem sobie, że kondycja naszej Ziemi zależy od nas. To nasza postawa i wybory mają ogromne znaczenie. Postanowiłem ograniczyć swoją konsumpcję do minimum i wybierać rzeczy z obiegu. Wspieram oczywiście też polskie marki, szczególnie teraz podczas pandemii. Często podczas buszowania w lumpeksie udaje mi się znaleźć prawdziwe perełki. Udowadniam i pokazuję, że można wyglądać modnie, high fashion i ponadczasowo wybierając rzeczy z drugiej szafy. Jestem przekonany, że większość z tych ubrań posłużą mi przez bardzo długi czas.

Uwielbiam biżuterię. Miksuję ją i urozmaicam z wieloma dodatkami. Od ponad roku nosze także perły. Nie spotkałem się jeszcze z negatywnymi komentarzami. Facet w perłach – może nastawienia i czasy zmieniają się na lepsze. Złota biżuteria towarzyszy mi już od jakiegoś czasu. Akcesoria i dodatki potrafią urozmaić ale też całkowicie zmienić charakter stylizacji. Na zdjęciach widzicie sygnety, które kupiłem w Tel-aviv. Upolowałem je na vintage bazarkach.

Klasyczny beżowy trencz, jest ponadczasowy i nadaje nonszalancji każdemu. W tym sezonie przełamujemy schemat i dobieramy go na każdą okazję. Świetnie nadaje się do casualowej czy nawet sportowej stylizacji. Niezależnie od tego jaki kolor czy długość wybierzecie, bez niego sezonu sobie nie wyobrażam. Udało mi się upolować taki na vintage targach w Warszawie. Wygląda jak z wybiegu Céline. Uszyty jest z cienkiego materiału, dlatego noszę go także w okresie letnim.

Beżowa marynarka, specjalnie za duża i oversize’owa zakupiona w lumpeksie. Kosztowała niecałe 10 zł . Zestawiłem ją z eleganckimi lnianymi spodniami i dobrałem odpowiednie dodatki.
Stylizacja została doceniona! Pojawiła się w Vogue Polska online podczas #HMLovesMusic. Wnioski? Nasuwają się same! Można wyglądać stylowo, nosić rzeczy z obiegu, a w trosce o naszą planetę ograniczyć konsumpcję. Kiedy zobaczyłem na wieszaku marynarkę pomyślałem – wygląda jak z wiosenno-letniej kolekcji Jacquemusa. Kiedy ją zakładam czuję powiew świeżości. Przypomina mi się Prowansja, słońce i dobra zabawa. Czyli wszystko co zawiera w swojej kolekcji francuski projektant Simon Porte.

Kolejnym ciekawym trendem jest noszenie marynarki na gołe ciało. Zarówno mężczyźni jak i kobiety mogą wyglądać spektakularnie, jeśli wybiorą odpowiedni zestaw. Moja czarna marynarka jest z drugiej szafy, upolowana w lumpeksie. Myślę, że z roku na rok jesteśmy coraz odważniejsi i stylowi. Zwłaszcza Panowie – Nie ma czasu na monotonię. Jest czas na pracę i czas na miłość. To wszystko nie pozostawia nam czasu na nic więcej mawiała Coco Chanel. Dlatego odpowiednio, dobrze skrojona marynarka to niezastąpiony element naszej garderoby. Nie musimy już nawet martwić się o dobór odpowiedniej koszuli. Zakładamy marynarkę na gole ciało i podbijamy świat.
Odważycie się FASHIONLOVERS?

Moja jedyna w kolorze zielonym marynarka. Kupiłem ją na vintage targach w Warszawie. Okazało się, że jest to polska marka Vistula. Niestety nie wiem z którego sezonu i roku. Jest oversize’owa i przypomina mi markę Balenciaga. Już od kilu lat upodobałem sobie takie właśnie, trochę za duże marynarki z bufkami. Wyglądają high fashion i można je łączyć z wieloma zestawami.

Wspominałem Wam kiedyś na instastory o upolowanej marynarce za 9 zł. Wreszcie udało mi się ją uwiecznić na zdjęciu. Krótka, o kolorze czarnym, lekko oversize’owa.  Jakbym przeniósł się do lat 80. To właśnie, w tedy pojawiły się marynarki, które optycznie powiększały ramiona, a całość podkreślała wyrazista biżuteria. Noszę ją już od kilku miesięcy. Nie tylko w postaci eleganckiej stylizacji. Pasuję ona również do zwykłych dżinsów. Nie zapominajmy, lata 80. to era indywidualistów. Postawa czerpania z życia pełnymi garściami bardzo mi się podoba. Szczególnie w modzie, kiedy ubrania z drugiej szafy mają moc. Kolejna stylizacja, pokazuje, że rzeczy z obiegu są cool.

 

Nieco grubszy materiał, w moim stylu i z lumpeksu. To moja kolejna tania zdobycz za 7 zł. Kolor jest charakterystyczny, dlatego nie pasuje do każdej stylizacji. Zazwyczaj łącze ją z ciemnymi spodniami lub dżinsami. Ta marynarka zawsze poprawia mi humor. Jest też dobrze dopasowana.

Uniseksowe granatowe dżinsy kupiłem w Pracownia Vintage. Sklep stacjonarny znajduje się na Warszawskim Żoliborzu. Miłość od pierwszego wejrzenia. Ten model z wyższym stanem jest ponadczasowy i pasuje do każdej sylwetki. Nogawki są rozszerzone, dlatego trochę je podwijam. W swojej szafie mam dużo spodni. Szukałem jednak takich, które będą kolorystycznie pasowały do różnych pór roku. Łącze je zazwyczaj z marynarkami, które przedstawiłem powyżej.

Tej marki chyba nie muszę Wam przedstawiać. THERE IS NO MORE! Jestem z nią związany od początku jej istnienia. Polska marka, która robi przepiękne torebki z recyklingowanych materiałów vintage. Z założycielkami Kasią i Anią przeprowadziłem wywiad. Kto jeszcze nie czytał niech prędko nadrobi zaległości. Torebki, które pasują mi do każdego outfitu. W myśl zasady moda nie ma płci. Przemierzam ulicę jak po wybiegu i czuję się spełniony. Ponieważ noszę torebki w sposób społecznie i ekologicznie odpowiedzialny.

Przyszłość pokazów mody


Jaka czeka przyszłość pokazów mody? Duże zmiany! Zmiany, które już wchodzą do naszego życia. W tym tygodniu Saint Laurent ogłosił, że nie pokaże kolekcji na Paris Fashion Week. Francuska marka nie będzie się dostosowywać do wcześniej ustalonego harmonogramu pokazów mody. Prezentacje swoich kolekcji będą aktualne do rzeczywistości. Działania te oparte w dużej mierze będą na kreatywności, której nie da się zaplanować, wpisać do kalendarza. Śmiałe, jak również naturalne posunięcie. Już w tym roku mogliśmy zaobserwować zmiany. Łączone prezentacje kolekcji damskich z męskimi. Odwołane są najbliższe męskie tygodnie mody. Pod znakiem zapytania stoją również wrześniowe Fashion Weeki. Niedawno mieliśmy okazję usłyszeć, że London Fashion Week ograniczy się do transmisji online. Zmniejszona częstotliwość pokazów mody nie tylko przyczynia się do poprawy naszej planety. Pozwala zwolnić cały mechanizm rynku modowego.

Może powinniśmy przenieść prezentacje kolekcji tylko do platformy online? Zastanawiali się projektanci webinaru –„The future of fashion shows” organizowanym przez Vogue Magazine,
w którym również uczestniczyłem. Opinie były jednomyślne. Nie rezygnujemy, można ograniczyć lub wprowadzić inną ich formę. Jestem tego samego zdania. Pamiętajmy, że to przecież ukoronowanie wielomiesięcznej pracy projektanta i jego zespołu. Olivier Rousteing – dyrektor kreatywny marki Balmain podkreślił, że pokazy mody to nie tylko prezentacje nowych kolekcji. To sposób wyrażania swojej kreatywności, wizji czy przyszłości nowego nurtu. Emocji przekazywanych przez niesamowity spektakl nie da się zastąpić transmisją online. Warto podkreślić, że takie transmisje dają wiele możliwości. Możemy przenieść się do innego wymiaru i stworzyć jeszcze lepszą bajkę. Co więcej, daje to możliwość dotarcia do niegraniczonej liczby osób. Wcześniej pokazy mody, które cechowały się swoją niedostępnością i luksusowym wymiarem. Teraz są na wyciągnięcie ręki. Każdy pasjonat mody, może zobaczyć prezentację nowej kolekcji nie wychodząc z domu.
Chciałbym zrobić pokaz na ulicy. Tylu ludzi pasjonuje się modą. Chcę otworzyć te wydarzenia dla wszystkich – mówił Rousteing. Podkreślając przy tym, że teraz jeszcze bardziej powinniśmy skupić się na technologii.

Webinary Vogue Global Conversations były doskonałą okazją poznać opinie cenionych projektantów, a także dziennikarzy z branży modowej. Nawet sama Anna Winotur apelowała, że coś musi się zmienić. Redaktor naczelna Vogue US, która zasiada w pierwszych rzędach podczas tygodni mody. Podkreślała, że musimy zmienić stare nawyki promocji mody i pokazów.

W tej branży bez wątpienia liczy się kreatywność. W czasach pandemii jest trudniej. Myślę, że COVID – 19 mocno zweryfikuje rynek branży modowej. To właśnie teraz widać, kto w tej branży ma coś do powiedzenia. Swoją letnią kolekcję Simon Porte – założyciel marki Jacquemus. Zaprezentował dzięki aplikacji FaceTime i iPhone. Kampania SUMMER 2020 pod hasłem „JACQUEMUS AT HOME” z modelką Bellą Hadid pokazała, że MOŻNA. Można tworzyć i być kreatywnym nawet podczas globalnego kryzysu. Marc Jacobs uważa, że musimy ulepszyć harmonogram pokazów. – Powinny być dwa pokazy rocznie – mówi. Jeszcze przed pandemią, zarzucano branży modowej, że produkujemy za dużo rzeczy i pokazujemy je za dużo razy. Uczestnicy podczas panelu dyskusyjnego zapewniali, że nawet w trudnych czasach kreatywność może być ratunkiem.

Na naszym rodzimym ogródku te zmiany widzimy z roku na rok. Brakuje sponsorów, a co za tym idzie częstotliwość organizowania pokazów mody spada. Sama ich obecność była dla niektórych pretekstem do spotkań towarzyskich i koktajlów. Czasami ważniejsza niż prezentacja nowej kolekcji. Wspomniałem, o tym kiedy opisywałem spełnienie mojego marzenia. Udział w tygodniu mody w Paryżu. Zawsze cieszyłem się, że wciąż są organizowane. Osoby, które obserwują mnie od dłuższego czasu dobrze wiedzą, że je uwielbiam. Kiedy odbywa się Fashion Week, jestem totalnie zahipnotyzowany. Uważam, że są one bardzo istotne. Nawet jeśli miałyby zmienić swoją formę, czy ograniczyć ich ilość. Świat mody nie powinien z nich rezygnować. Krążą również plotki, że dobrze prosperujący projektanci pozamykają swoje marki. Możemy snuć teorie na temat przyszłości. Teraz tak zachwiana, jeszcze bardziej wydaje się być odległa. Wiem jedno. Moda od zawsze była i będzie przenosić nas do innej rzeczywistości. Pozwala chociaż na chwilę zapomnieć
o pełnej obaw przyszłości.

THERE IS NO MORE!

Nadmierny konsumpcjonizm spowodował, że moda stała się tematem numer jeden w mediach na całym świecie. To właśnie branży modowej w dużej mierze przypisuje się zanieczyszczenie naszej planety. Trudno się z tym nie zgodzić. Masowa moda produkowana w azjatyckiej hali, produkuje nowe odpady – tworząc dodatkowe gazy cieplarniane. To, że trzeba coś zmienić dobrze wiedzą Ania i Kasia – założycielki marki THERE IS NO MORE! Polska marka, która robi przepiękne torebki z recyklingowanych materiałów vintage. Z dziewczynami związany jestem od początku istnienia marki, jako jej ambasador. Z pewnością pamiętacie moje liczne sesje zdjęciowe z niepowtarzalnymi torebkami? Założycielki marki kochają piękne rzeczy, są wrażliwe na problemy ekologiczne. – Kochamy nieoczywiste piękno, kolory, projekty przełamujące schematy i nudę. Traktujemy je jak sztukę. Od zawsze interesowałyśmy się modą i chciałyśmy ją robić, a to w jaki sposób to robimy jest wypadkową właśnie tego jakimi ludźmi jesteśmy. Gdybyśmy zdecydowały się na produkcję długopisów lub biuro turystyczne na pewno nadal robiłybyśmy to w sposób społecznie i ekologicznie odpowiedzialny. Zrównoważona moda jest dla nas bardzo oczywistym i naturalnym środkiem do celu, nie celem samym w sobie – mówi Kasia. Dziewczyny przywiązują dużą uwagę do materiałów, które wybierają w sprawdzonych second handach. Każdy materiał wybierają wspólnie, a czas na wyszukanie prawdziwych perełek zajmuje im najwięcej czasu podczas produkcji torebek. – Mamy wysokie standardy ich selekcji: ostatecznie torba jest nowym obiektem, który ma się dobrze prezentować. Gdy już wpadnie nam w ręce coś ciekawego, oceniamy to pod kątem stanu zużycia materiału, tego, jak będzie się starzeć w ponownym użyciu, czy możliwy jest wykrój konkretnego kształtu torby itd. Ale uwielbiamy te poszukiwania! To prawdziwe polowania na skarby – chcemy, aby wszystkie torby There Is No More były absolutnymi unikatami – mówi Ania.

Kondycja naszej Ziemi zależy od nas. To nasza postawa i wybory mają ogromne znaczenie.
Idea marki jest wspaniała, jak również estetyka i komunikacja. Chętnie noszę torebki na co dzień, pasują mi również do stylizacji high fashion, które uwielbiam. Oficjalny debiut przeżyłem podczas tygodnia mody w Paryżu. W tedy torebki sprawdziły się idealnie. Niczym nie odbiegały od tych najbardziej pożądanych domów mody. Przyciągały uwagę spośród tłumów gości, kiedy ulice zamieniały się w czerwony dywan. Według analityków już niedługo wyznacznikiem produktu będzie jego przynależność dla środowiska. Rewolucja w świecie mody już nadchodzi – największe domy mody deklarują o społecznej odpowiedzialności swojego biznesu. Kiedy stajemy przed wyborem kupna nie będzie liczyć się już logo czy metka. Mamy prawo wiedzieć w jaki sposób i z jakich materiałów produkowane są ubrania czy akcesoria. Obowiązkiem marki powinno być przedstawienie szczegółowych informacji o procesie powstawania. Recykling w modzie nie powinien być dla nas wyborem dziedziny, ale naturalnym zachowaniem, który powinien być dzisiaj normą w każdym biznesie. Każda firma powinna być odpowiedzialna społecznie, a jeśli nie może tego zrobić to niech się zastanowi nad tym czy jest w ogóle potrzebna. Mam nadzieję, że takie zasady wejdą w życie jak najszybciej. Wtedy nasze wybory będą jeszcze bardziej świadome. Kiedy pytam założycielki marki THERE IS NO MORE! Kim jest ich klient odpowiadają jednoznacznie – To bardzo świadoma osoba. Świadoma zarówno swojego stylu, która lubi i umie się nim bawić, ale przede wszystkim świadoma tego jak wygląda produkcja taniego fast-fashion i jakie to niesie ze sobą konsekwencje. To osoba, która wybiera nowoczesny luksus, czyli rzemiosło i znajomość rękodzielnika, ale także chce mieć w posiadaniu coś, co powstaje tylko w jednym egzemplarzu.
Jak sztuka. To bardzo rzadka sytuacja. Ale przede wszystkim… jest bardzo miłym człowiekiem.
To dziwne, że dużo wiemy o naszych klientach prowadząc sprzedaż internetową, ale bardzo często dostajemy wiadomości zwrotne od klientów, którzy przesyłają nam dalsze historie torebek lub po prostu podziękowania za wygląd lub jakość torebki, co przecież daleko wykracza poza tradycyjną relację sprzedaży i kupna. 
Cieszymy się także, że wśród naszych klientów pojawiają się zorientowani w modzie i trendach mężczyźni.

THERE IS NO MORE to marka stworzona z pasji. Ania i Kasia pochodzą ze śląska i przyjaźnią się od wielu lat. Oprócz mody angażują się też w inne problemy ekologiczne. Wspierają świadome branże i inicjatywy, które kiełkują poprzez nasze codzienne decyzje konsumpcyjne. Starają się ubierać w second hendach i Charity Shopach, wymieniają się ubraniami ze znajomymi, chodzą na Marsze dla Ziemi, nie jedzą mięsa, starają się oszczędzać wodę i energię. Jeżdżą komunikacją publiczną i rowerami. – Naszym celem jednak nie jest to, aby być ortodoksyjne w tym co robimy. Nadal wielu rzeczy się uczymy, z niektórych ciężko z dnia na dzień nam zrezygnować. Do spraw ekologii staramy się podchodzić zdroworozsądkowo, dając sobie przestrzeń do ewolucji (a nie rewolucji) w dobrym kierunku – uważa Kasia.

Pracują z dwóch różnych miast – Pracując z domu staram się wyznaczać sobie regularne godziny pracy, aby nie pogubić się z balansem życia prywatnego i zawodowego. Jest wiele zmiennych, ale pewnikiem jest wiaderko kawy i parę rozmów przez telefon z Kasią. Pracujemy z 2 różnych miast – ja jestem w Warszawie, Kasia w Katowicach, dlatego telefon i pociąg to nasze drugie imiona – mówi Ania.

Uważam, że marka THERE IS NO MORE ma świetlaną przyszłość. Ich torebki są niepowtarzalne, absolutnie pożądane i myślę, że będą poważnym zagrożeniem dla tych największych domów mody. Tym bardziej, że na torebkach się nie skończy – Obecnie There Is No More to trzy modele ręcznie robionych, upcyklingowych toreb – wieczorowa torebka do ręki, torebka na ramię oraz plecak. Za jakiś czas w naszej ofercie pojawią się nowe akcesoria. Proces projektowy jest dość skrupulatny i długi. Wszystko chcemy mieć dopracowane w jak największym szczególe, dlatego na ten moment nie chcemy zdradzać jeszcze za wiele. Możemy jednak obiecać, że będzie bezkompromisowo, kolorowo, odważnie i praktycznie – mówią założycielki marki.
Z całego serca życzę, aby ich markę było widać na ulicach wielu miast. Jeśli będziecie zastanawiali się nad kupnem kolejnej torebki, mocno to przemyślcie. Może warto zainwestować w jedną unikatową? W dodatku wesprzeć lokalną firmę i przyczynić się do małej , ale jednak ZMIANY!





 

MMC Studio: Cisza przed burzą

W końcu moda zabrała głos! W industrialnej przestrzeni zlokalizowanej na terenie Miejskich Zakładów Autobusowych, 8 kwietnia duet MMC zaprezentował najnowszą kolekcję. Bez wątpienia był to wieczór modowych doznań. Projektanci wykorzystali potencjał wielosezonowości i zaprezentowali kolekcję, nie ograniczając się do pory roku. Kolekcja dość przewrotnie zatytułowana „Silenzio” nie miała nic wspólnego z ciszą. Wręcz przeciwnie – wybuchowa mieszanka form, kontrastów czy tekstur zmiksowana została z rockową ścieżką dźwiękową, która nadała pokazowi dynamiki. Ilona Majer i Rafał Michalak od lat bawią się miejskim streetwearem i świetnie im to wychodzi.

Na pokazie nie zabrakło męskich sylwetek. Kiedy zobaczyłem androgenicznych braci Grzelak w uniseksowych, czarnych sukniach byłem zachwycony. Moda nie ma płci. Pamiętacie moją długą, czarną spódnicę, którą tak chętnie komentowaliście na instagramie? Może czas uzupełnić swoją kolekcję o czarną suknię? W kolekcji nie zabrakło również puchowych, oversize’owych kurtek, które są flagowym i najbardziej popularnym produktem marki MMC. Tym razem przedstawione zostały w różnych wariacjach i kolorach. Na wybiegu zadebiutował szereg autorskich printów w najróżniejszych konfiguracjach. Pojawiły się czerwone kaptury, duże logotypy i taśmy. Podobały mi się mocne akcenty kolekcji, takie jak połyskujące tkaniny, kontrastujące paski, a nawet błyszcząca skóra i cekiny. Duże logotypy, które tak bardzo upodobała sobie ostatnio branża mody luksusowej, w kolekcji MMC pojawiły się na puchówkach, bluzach, long sleeve’ach i t-shirtach.

Na wybiegu zaprezentowane zostały także wiosenne sylwetki. Podziwialiśmy charakterystyczne dla marki przeskalowane sukienki i koszule, błyszczące kurtki i oversize’owe garnitury. Większość projektów została utrzymana w odcieniach ziemi, takich jak khaki, beże czy brązy. Spokojną gamę kolorystyczną przełamywały bordowa krata i limonkowy neon, pojawiające się na wybranych elementach kolekcji, jak kołnierze czy mankiety.

Kolekcja może i miała ciszę w nazwie, ale na ulicach wywoła burzę. Niesamowita zabawa formą, bez nadęcia i z dużym dystansem od lat przekonują mnie do MMC. Chciałbym zobaczyć u polskich mężczyzn więcej odwagi. Najnowsza kolekcja marki jest idealną ku temu okazją. Wystarczy jeden element, aby urozmaicić swoją stylizację. Duet MMC Studio po raz kolejny pokazał swoją wizję łączenia trendów z odrębnością. A wszystko co jest inne i odważne, zasługuje na podziw.


Zdjęcia: Marek Makowski

Opowieść o kobiecości Dawida Wolińskiego

Wczoraj wieczorem w ATM Studio Dawid Woliński stworzył kolejną opowieść o kobiecości i zaprezentował swoją najnowszą kolekcję „Atelier 214.2”. Jej dominującym kolorem była czerń, która jest esencją kobiecości. Czerń w modzie wbrew pozorom jest bardzo trudna. Największym wyzwaniem jest pokazanie w niej idealnej konstrukcji, ponieważ bardzo trudno wydobyć w projektach optymalne, piękne i ciekawe formy. Drugim kolorem była ognista czerwień, która zaprezentowana została w projektach specjalnych.

Jest to ciekawy zwrot i zmiana kierunku, kiedy przypomnimy sobie Jubileuszową kolekcję Dawida Wolińskiego. Tam dominowały odważne, pastelowe kolory. Podczas wczorajszego pokazu można było dostrzec inspirację Christiana Diora, który w latach 50-tych stworzył kolekcję zwaną „New Look” z luksusowymi sukniami i szerokimi spódnicami. Podobnie jak Dior, Dawid Woliński stworzył kolekcję pełną przepychu i elegancji, z którą kobiety chętnie się utożsamiają.
W najnowszych projektach dostrzegłem: głębokie dekolty, formy, cięcia i długości, a także wąskie talie. Projektant łączy i zestawia ze sobą faktury rożnych materiałów, by nadać sylwetkom jak najbardziej kobiecy charakter i uzyskać przestrzenne formy. W tej kolekcji nie zabrakło jak zwykle
u Wolińskiego koronek, siatek, cekinów czy satyny. Na wybiegu pojawiły się również szorty czy detale z napisem „Atelier”. Niewątpliwe niektóre sukienki do złudzenia przypominały, najnowszą kolekcję Yves Saint Laurent. Mam nadzieję, że dyrektor kreatywny marki Anthony Vacarello nie będzie miał mu tego za złe. W końcu, jego ambasadorką jest przepiękna Anja Rubik, która wystąpiła w jego kreacji podczas finałowego odcinka Top Model, którego Dawid Woliński jest jurorem, a także kolegą modelki. Przy trzech kreacjach specjalnych, stworzonych z myślą o marce Martini, Dawid Woliński wybrał soczystą czerwień. Jego zdaniem, to właśnie ten kolor inspiruje
i pozwala na szaloną dowolność. Z pewnością jego klientki będą miały co założyć na sylwestrową noc, ponieważ sukienki ozdobione zostały błyszczącymi cekinami.

Dawid Woliński od zawsze pochlebia sylwetce kobiety. Tym razem również zabrakło mi męskich sylwetek. Na rynku jest już od 16 lat, doskonale więc zna swoje klientki. Stworzył kolekcję, która oparta jest na tegorocznych trendach i taką, z którą utożsamiają się jego kobiety, pełne przepychu, blasku i współczesnego blichtru.


 


Zdjęcia:Filip Okopny – Fashion Images

Powiedz TAK duetowi Paprocki&Brzozowski

W industrialnych wnętrzach odrestaurowanej inwestycji- Elektrowni Powiśle, duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował swoją najnowszą kolekcję o subtelnej nazwie „First time”. Po raz pierwszy w swojej karierze artystycznej projektanci zaprezentowali kolekcję ślubną. Choć przyzwyczajeni jesteśmy, że jesienią pokazy mody prezentują trendy na przyszły sezon, to tym razem projektanci stworzyli kolekcję tylko dla kobiet, które już powiedziały, bądź chcą powiedzieć TAK i są gotowe stanąć na ślubnym kobiercu. Ten wieczór bez wątpienia był romantyczny i wzbudził wiele emocji.

Suknie ślubne to trudny temat, łatwo jest się zapomnieć i trzeba uważać, aby kolekcja nie była nudna. Za każdym razem, kiedy obserwuję panny młode w sezonie ślubnym, większość wygląda bardzo podobnie i do złudzenia przypominają bezy. Każda tego dnia chce wyglądać wyjątkowo, a niestety skupiając się tylko na tradycjach zapominają o innowacji i świeżym spojrzeniu na kreację. Nie wspominając już o kolorystyce, która bazuje tylko i wyłącznie na odcieniach bieli, beżu, czasami różu. Każda z Was ma wybór, bo to przecież Wasz wyjątkowy dzień. Duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował aż 45 sylwetek więc niewątpliwe jest z czego wybierać. Kiedy na wybiegu zobaczyłem modelkę ubraną w czarny garnitur od razu przypomniała mi się Carrie Bradshow, kiedy w drugiej części, ekranizacji filmowej „sex and the city 2”  mogliśmy podziwiać ją w czarnym, „męskim” smokingu. W roli świadkowej swojego przyjaciela geja, z tradycyjnym kwiatem w butonierce przełamała schemat stereotypowej druhny. Tak samo projektanci zaproponowali ciekawą alternatywę prezentując sukienkę przypominającą klasyczną, dwurzędową marynarkę, czy prezentując złoty garnitur w minimalistycznej formie. Najbardziej podobały mi się przejaskrawione nakrycia głowy, papierowe kwiaty, błyszczące czepki, welony, biżuteryjne wystawki czy efektowne treny. Tak jak zostaliśmy przyzwyczajeni, w tej kolekcji nie zabrakło najwyższej jakości tkanin i dodatków- francuskie i włoskie koronki, kryształowe aplikacje, jedwabie, tafty, satyny, muśliny i żorżety. Warto dodać, że wszelkie zdobienia w kolekcji wykonane są ręcznie. To zdecydowanie najmocniejszy atut. Mogliśmy zobaczyć też tradycyjne suknie ślubne, które cały czas chętnie są kupowane przez przyszłe panny młode. Kolekcja bazowała na romantycznych jasnych odcieniach bieli, jasne beże, kremy, róż, a także wyżej wspomniana czerń czy złoto.

Niesamowity klimat kolekcji nadała oprawa muzyczna, Wyrzyski Chór Męski pod dyrekcją Piotra Janczaka zapamiętam na długo. Występy wokalne na żywo, to już nie nowość na pokazach mody, na całym świecie można zobaczyć różne performance jednak o chórze męskim jeszcze nie słyszałem, tym bardziej gratuluję pomysłu, który jak widziałem nie tylko mi przypadł do gustu. Kolekcja bez wątpienia wzbudziła dyskusje, no i dobrze przecież o to chodzi w modzie, aby nie była obojętna. Niektórzy mówili, że nie była zaskakująca, nie innowacyjna w formie. Dla mnie kolekcja, nawet ślubna duetu Paprocki&Brzozowski jest spójna i wpisuje się w charakter marki. Doceniam fakt, że suknie powstawały przez kilka, czasem kilkanaście tygodni, a wszystkie zdobienia wykonywane są ręcznie. Nie spodziewałem się rewolucji. Nie każdemu projektantowi jest ona pisana. Uważam, że nie ma co na siłę zmieniać czegoś co jest dobre i sprawdza się już od 18 lat. Moda musi na siebie zarabiać, a liczne oklaski klientek czy owacje na stojąco udowadniają, że najnowsza kolekcja wytwornych sukni ślubnych przyniesie duże zyski.


Zdjęcia: Fashion Images

BELIEVE IN YOUR POWER: Łukasz Jemioł

Believe in your power to hasło przewodnie najnowszej kolekcji Łukasza Jemioła na sezon jesień – zima 2018/2019. Niedowiarki myśleli, że pokaz się nie odbędzie, a wszystko za sprawą plotek o problemach finansowych marki. Z początku panował chaos jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Ewidentnym niedopatrzeniem był brak miejsc siedzących dla dziennikarzy. Zbyt duża liczba rezerwacji miejsc przez sponsorów, spowodowała, że zaproszeni goście podbierali sobie krzesła. Bycie na czas się jednak opłaca, dzięki temu mojego miejsca nikt nie zdążył zająć.

Pokaz mody odbył się w ATM Studio, gdzie projektant zaprezentował najnowszą kolekcję, która składała się tylko z sylwetek damskich i skupiła się na podkreśleniu siły kobiet. Na wybiegu mogliśmy zobaczyć różnorodną kolekcję, nieco chaotyczną. Najbardziej podobały mi się czarne sukienki i odważne, lakierowane skórą płaszcze. Kolekcja dominowała jednak casualowymi propozycjami, które nie należą do udanych. Bawełniane bluzy, tym razem w formie sukienek, swetry czy wełniane płaszcze to nic odkrywczego. Uwielbiam letnie projekty Łukasza Jemioła w stylu boho. Może powinien on do nich powrócić, zamiast skupiać się na street stylu, który może i jest wygodny, ale nie transcendentalny. Ciekawym pomysłem było wprowadzenie skórzanych gorsetów, perfekcyjnie skrojonych marynarek i printach w panterę. Paleta kolorystyczna bazowała na odcieniach czerni, brązu i szarości.

Klimat pokazu bez wątpienia stworzyła gra świateł i nastrojowa mocna muzyka, w tym utwory Pink Floyd oraz Annie Lenox. Bez wątpienia Łukasz Jemioł jest utalentowanym projektantem i pomimo tego, że jego najnowsza kolekcja nie porywa wciąż z ciekawością będę czekał na letnią odsłonę, która wychodzi mu znakomicie. Przesłanie pokazu Łukasza Jemioła bardzo mi się podobało, jak sam powiedział: Kobiety są niesamowite. Podziwiam je od lat i są dla mnie największą inspiracją w mojej pracy. Najnowsza kolekcja to hołd dla wszystkich kobiet oraz wskazówka, żeby zawsze wierzyły w siebie, w swoją siłę. Wierzę, że słowa mają moc, dlatego przewodnie hasło „Believe in your power” jest podpowiedzią i wskazówką dla nich oraz dla mnie”.


 

Paradiso Club Paprocki & Brzozowski

Yes Sir, I can boogie… Wczorajszy wieczór spędzony w The Paradiso Club marki Paprocki & Brzozowski przeniósł nas do lat 70. Pokaz najnowszej kolekcji otworzyła Waris Dirie, Somalijska modelka i pisarka. Autorka znanej powieści „Kwiat Pustyni”. Modelka znana przede wszystkim z prestiżowych kampanii (między innymi Chanel czy Levi’s), ale także ze swojej działalności – walki o prawa kobiet, jako ambasadorka dobrej woli ONZ.

Wejście na wybieg czarnoskórej modelki stworzył cudowny, egzotyczny klimat i nadał charakter całego pokazu. Kolekcja została zmiksowana, mogliśmy zobaczyć projekty linii basicowej Plants, ślubnej, a także streetwear. Bardzo ucieszyły mnie prezentowane męskie sylwetki, których zabrakło w Jubileuszowym pokazie mody. Modele wspaniale prezentowali się w rajskich, niebieskich bluzach, rokowych ramoneskach, ognistych bomberkach czy smokingowych marynarkach. Bez wątpienia wybieg błyszczał i zachowany był w klimacie retro, disco. Pojawiła się ogromna gama kolorystyczna: intensywna zieleń,  złoto, turkus, fuksja, czerń, biel czy chabrowy fiolet. Bez wątpienia mogliśmy podziwiać pełny eklektyzm, który charakteryzuje się niecodziennymi połączeniami form, kolorów, struktur i tkanin. Na wybiegu zobaczyliśmy sukienki z frędzlami, koszule ze zwierzęcymi printami, oversize’owe garnitury czy dzwony dico, w stylu ABBA.  W kolekcji nie zabrakło charakterystycznych dla marki tiuli, koronek czy cekinów wyglądających obłędnie na gołych ciałach modelek.

Na udany pokaz składa się bardzo wiele czynników takich jak organizacja, oświetlenie, muzyka, choreografia i wiele, wiele innych! Jednak najważniejsza jest sama kolekcja. Duet Paprocki & Brzozowski zaproponował szeroki asortyment. Każdy z nas znajdzie coś dla siebie, na różne okazje. Pokaz zakończył się propozycjami sukien ślubnych w sam raz, bo sezon weselny właśnie się zaczyna. Z przyjemnością przeniosłem się wczoraj w hawajską egzotykę. Niech żyje disco, w stylowym jednak wydaniu.

 


Zdjęcia: Fashion Images