Perły dla każdego! Jak je nosić?

Perły noszę już od dwóch lat. Chociaż uważane są jako ozdoba kobiet, wcale się z tym nie zgadzam. Moda nie ma płci. Udowadniam to za każdym razem, prezentując Wam stylizacje. Faceci coraz częściej przełamują swoje bariery i bardzo mnie to cieszy. Ostatnio zauważyłem, że więcej chłopaków nosi perły i chętnie zestawiają je ze swoimi outfitami. Coco Chanel twierdziła „każda kobieta potrzebuje ich niezliczoną ilość”– teraz także mężczyźni. Perły od zawsze symbolizowały luksus. Kojarzone były z bogactwem i wyższą klasą społeczną. To właśnie ich wysoka cena wyznaczała prestiż. Oglądając stare filmy i seriale możemy zobaczyć przepych i wyrafinowanie u bohaterek. Audrey Hepburn w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego” łączyła perły z czarną suknią od marki Givenchy. Udowadniając, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Dzisiaj pasują one prawie do wszystkiego, pod warunkiem, że stylizacja jest przemyślana. Bez wątpienia dom mody Chanel ugruntował pozycję perłowej biżuterii. A za ich śladem poszły kolejne marki.

Perły jak je nosić?

Klasyczny naszyjnik z pereł daje nam wiele możliwości. Już na stałe zagościł w naszej codziennej garderobie. Pięknie prezentuje się na gołym ciele. Dobrym pomysłem jest nosić go do białej, klasycznej koszuli. Jeśli mamy w szafie elegancką kreację, perłowy naszyjnik będzie tylko jej dopełnieniem. Panowie, śmiało możecie założyć taki naszyjnik nawet do garnituru. Często zakładam mój naszyjnik do zwykłego T-shirtu czy swetra. Projektant Marc Jacobs zestawia je
z różnymi wariantami. Łączy sport z elegancją i świetnie mu to wychodzi. Wiele portali modowych doradza minimalizm jeśli chodzi o dobór biżuterii. Znów się nie zgodzę. Wszytko zależy od osoby
i jej temperamentu. Zwariowana stylizacja w stylu „Gucci” tylko zachęca, aby się oszronić. Załóżmy więc pierścionki z perłą, bransolety, długie i wiszące kolczyki czy wspomniany wyżej naszyjnik. Przesyt i przepych może również doprowadzić do klęski. Zamiast prezentować się szykownie, będziemy wyglądać jak choinka i to w złym guście. Zachęcam, abyście przemyśleli swój wybór kilkakrotnie. Bezpieczniej, jeśli dół stylizacji będzie spokojny. W tedy możecie zaszaleć z jej górną częścią. Klasyczna perła może być tylko małym elementem akcesoriów. W formie ozdoby do okularów przeciwsłonecznych, spinek, obuwia, broszki czy torebki.

W naszej patriarchalnej kulturze powstał przesąd, że perły przynoszą pecha. Wedle ludowych przekonań, taką biżuterię najlepiej sprezentować sobie samemu. Każdy wierzy w to co chce. Perłowa biżuteria mnie zachwycała i zagości u mnie już na zawsze. Zdecydowanie od jakiegoś już czasu spolaryzowała się także wśród mężczyzn. Bez namysłu mogę nazwać siebie perłowym trendsetterem, ponieważ jako jeden z nielicznych na świecie noszę je od dłuższego już czasu.
Ci z Was, którzy nie są do nich przekonani powiem jedno. Więcej odwagi. Spróbujcie i zobaczcie.
Czy perły skradną Wasze serca?

RISK FOR LOVE

Czerwiec jest miesiącem dumy – PRIDE MONTH. Dlaczego? Odpowiedzi należy szukać w historii ruchu emancypacji osób LGBT i nowojorskim klubie Stonewall Inn, gdzie w nocy z 27 na 28 czerwca doszło do nalotu policji. Trwające przez ponad dwa dni zamieszki, doprowadziły do nowego ruchu społecznego LGBT. Zdecydowali się walczyć o równe prawa i godne traktowanie swojej społeczności. Od tego czasu na całym świecie w czerwcu organizowane są tęczowe wydarzenia pod wspólnym szyldem Pride Month, czyli Miesiąca Dumy.

Marka RISK MADE IN WARSAW zaprojektowała swoją najnowszą kolekcję pod hasłem RISK FOR LOVE. Założycielki marki chcą w ten sposób walczyć o miłość, aby każdy miał prawo kochać kogo chce. Jaką miłość lubimy najbardziej? – każdą prawdziwą. A czego nie lubimy? – zasad społecznych oraz prawnych, które zakłamują, upupiają, krzywdzą, dyskryminują, marginalizują. Udają, że istnieje idealna orientacja seksualna, uznają, że seksualność może pozbawiać praw, lub je przyznawać – mówią założycielki marki. Symbolem kolekcji jest tęcza – Gdybym miała narysować flagę dla planety Ziemia, to byłaby to właśnie tęcza – przyznaje współzałożycielka Riska Klara Kowtun.
Zaprojektowane przez Pawła Palikota łagodnie zaokrąglone litery tworzące słowo RISK odtwarzają łuk naturalnej tęczy. Tęczowy motyw pojawia się zarówno na rozkloszowanych, inspirowanych latami 70. spódnicach – bananówach, na zalotnych sukienkach na ramiączkach, jak i w postaci haftu na plecach wygodnej, szarej bluzy.  Prosty cel może zdziałać wiele. – Projektując ubrania w tęczę, miałyśmy prosty cel by każdy mógł na ulicy, w biurze, wszędzie w każdym momencie manifestować swoje poparcie dla osób LGBT– mówią założycielki marki Antonina Samecka i Klara Kowtun.

Chętnie wspieram marki, które działają w słusznej sprawie. Dziewczyny z RISK MADE IN WARSAW są zgodne co do etyki w modzie, czyli maksymalizowania sustainability w procesie produkcji. Kochają dobre stare, precyzyjne krawiectwo. Z szacunkiem dla środowiska. Najnowsza kolekcja RISK FOR LOVE jest bardzo potrzebna w Polsce. W kraju, gdzie według najnowszego rankingu ILGA Europe, Polska jest najbardziej homofobicznym krajem w Unii Europejskiej. Ranking ten nie jest badaniem opinii publicznej, tylko analizą krajowego prawodawstwa i praktyki jego stosowania. Bardzo mi się podoba społeczne zaangażowanie brandów i nie przymykanie oka na problem nietolerancji na świecie. Na naszym rodzimym ogródku widać dużo strachu. Marki boją się sponsorować parady równości, czy patronować tęczowe wydarzenia. Nie chcą być kojarzone ze społecznością LGBT, aby nie stracić na sprzedaży. Sporo musi się zmienić. Tym bardziej z przyjemnością prezentuję Wam najnowszą kampanię RISK FOR LOVE.

Założycielki marki marzą o uszyciu sukienek i garniturów ślubnych na pierwszy przypieczętowany ustawą polski ślub pary LGBT. Objęły więc patronatem KPH, z którą jestem związany od jakiegoś już czasu. Do końca czerwca 10 zł ze sprzedaży każdej rzeczy z kolekcji RISK FOR LOVE przeznacza na organizowaną przez Kampanię Przeciw Homofobii akcję „Popieram związki”, która promuje równość małżeńską i związki partnerskie.

Autorem zdjęć jest Antoni Mroziński.

BARI- miasto o zapachu świeżego prania

Ciao ragazzi. To właśnie od Bari zaczął się mój trip po pięknej Apulii. Miasto, które mnie zaskoczyło i urzekło. Swoim pięknem i prostotą. Śmiało można zaplanować sobie dłuższe wakacje i potraktować Bari jako bazę wypadową np. do Alberobello czy Polignano a Mare miast, o których pisałem. Bari ma zapach świeżego prania. Prawie na wszystkich balkonach można zobaczyć rozwieszone pranie. Idealnie wkomponowuję się,  w klimat starego miasta. Tak jak podróżowanie poza sezonem. Ograniczona ilość turystów, pozwoliła mi podziwiać architekturę tego miasta, a także na spokojnie rozkoszować się jego urokami. Włochy to kraj katolicki. Religia odgrywa dużą rolę we włoskiej kulturze. Na ulicach możemy zobaczyć wiele figurek ku czci patronów miast. Dla mnie jest to kiczowate przy pierwszym kontakcie. Jednak, kiedy spotykałem te figurki na każdym kroku, przyznam, że ma to swój urok. Podczas zwiedzania, zauważycie otwarte mini stragany, gdzie kupicie świeże owoce i warzywa.

Pierwszy posiłek i pierwsza kolacja na Bari była niezapomniana. Wraz z moją koleżanką wybraliśmy się do polecanej przez najemcę naszego mieszkania restauracji Le 2 Aquile
(https://goo.gl/maps/tKgmFwVR3BQ2). Wypełniona po brzegi, uśmiechniętymi, temperamentnymi Włochami to była uczta. Przepyszne domowe winko, pizza czy pasta wprawiły nas w dobry nastrój. Podczas posiłku okazało się, że pewna włoska rodzina celebruje urodziny. Poczęstowano nas kawałkiem tortu oraz lampką szampana. LA DOLCE VITA!. Skoro już mowa o jedzeniu. Kiedy już przyjedziecie do Bari, musicie zjeść FOCCACIE. To punkt obowiązkowy. Jada się ją o każdej porze dnia. Na śniadanie, obiad czy kolację. Polecam, aby kupić ją w Panificio Santa Rira.
Znajdziecie ją na ulicy:  Strada dei I Bianchi Dottula 8 (https://www.facebook.com/PanificioSantaRitaBari/).
Aby ją kupić, potrzebny jest numerek. Warto poczekać, foccacia z pomidorami i oliwkami kosztuje 2,40 Euro. WARTO!  Najlepsza jaką jadłem w życiu.

Życie nocne we Włoszech ma swoje uroki. W okresie letnim, ulica bawi się do białego rana, a blisko promenady organizowane są imprezy. Ja przyjechałem pod koniec stycznia. Restauracje i bary otwarte były do późnych godzin. Włosi uwielbiają jeść późne kolacje. Jednak w nocy niewiele się działo. Jeśli macie ochotę wybrać się na pyszne drinki to mogę polecić Wam Cocktail Bar „Arcimboldo & Fruit”– Via Abbrescia 107/109.

W tym mieście trzeba się zgubić i ponieść emocją. Kto z Was oglądał moje insta story- wciąż aktualne w zakładce BARI, widział jak cieszę się chwilą. Jem pyszne GELATO, czy tańczę walca wiedeńskiego późnym wieczorem. Zwiedzając stare miasto, nie trzymajcie się kurczowego planu. Idźcie przed siebie i zbaczajcie z tarasy, a zobaczycie zwykłe życie mieszkańców. Babcie szyjącą ubrania, Pana obierającego owoce morza, czy temperamentnych Włochów popijających winko, obstawiających zakłady meczów. Zwiedzając zabytki, udajcie się do Romańskiej Bazyliki św. Mikołaja. Odbywają się tam nie tylko katolickie, ale i prawosławne pielgrzymki. Warto udać się na promenadę i zrobić spacer, deptakiem wzdłuż wybrzeża. Popularny jest targ rybny na molo św. Antoniego. Niestety, ani razu na niego nie trafiłem. Spekulacje na temat godzin otwartych też są niejasne. Każdy pisze i mówi co innego. Chyba najlepiej próbować spontanicznie, może w godzinach porannych? Największe szanse są jednak w sobotę rano. Ja tyle czasu nie miałem, dlatego wybrałem się do miasteczka Polignano a Mare i tam zjadłem pyszne owoce morza.

Spontaniczna decyzja, uwarunkowana tanimi biletami lotniczymi- w jedną stronę zapłaciłem 89 zł. Okazała się strzałem w dziesiątkę.  Jeśli zastanawiacie się nad wyjazdem teraz poza sezonem, Bari to słuszny wybór.





Zdjęcia: Ewelina Jasińska 


ALBEROBELLO


Ciao ragazzi, Hello Fashionlovers. To była spontaniczna decyzja. W listopadzie trafiłem na tanie loty do Bari. Bilet lotniczy kosztował mnie w jedną stronę 89 zł. Cudownie pomyślałem, uwielbiam włoskie jedzenie, klimat i ludzi. Nie słyszałem nigdy o tej miejscowości , ale postanowiłem zaryzykować. Ten wyjazd okazał się bardzo miłym doświadczeniem. Miasto Bari, przepiękne zrobię o nim osobny wpis. Zachwyciłem się nim od pierwszego wejrzenia. Nie jest to duże miasto, można go zwiedzić w ciągu jednego dnia. Dlatego warto wybrać się do innych miejscowości. Urokliwe Alberobello jest jednym z nich. Mam wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał. Przepiękne domki z kamienia zwane trulli, przyciągają wiele turystów. Jak miło przyjechać poza sezonem. Co ciekawe do dziś są zamieszkiwane. Nic dziwnego, że trafiły one na listę UNESCO. Tam sesja zdjęciowa była najbardziej zabawna jak do tej pory. Szukając odpowiedniej przestrzeni, aby zrobić zupełnie inne zdjęcia niż turyści to było wyzwanie. Kiedy wspinałem się na dach, właścicielka domu wyszła i zaproponowała, że mogę zwiedzić go również od środka. Pomyślałem, że to żart. Obcy człowiek robi sobie zdjęcia po czyjejś posesji, nie pytając o nic bierze drabinę i się wspina.
A jednak, zdecydowanie przyjąłem zaproszenie. Czułem się jak Hobbit. Z podekscytowania zapomniałem nawet uwiecznić całą sytuację telefonem. Domek z kamienia wdawał się przytulny i o dziwo przestrzenny. Nie mógłbym, jednak tam mieszkać, zbyt duża ilość sztucznego światła.

Do Alberobello pojechałem autobusem z BARI CENTRALE. Bilet kosztował 5,00 euro.
Warto sprawdzać na bieżąco rozkłady jazdy na stronie internetowej: https://www.trenitalia.com

Wycieczka bardzo udana, wystarczy jeden dzień, aby wszystko zobaczyć. W miasteczku znajdują się hotele, jednak jest na tyle małe, że nie ma potrzeby zostawać dłużej niż jeden dzień. Chyba, że marzycie przenieść się do bajkowej krainy i zostać nieco dłużej. Pamiętajcie, że wszędzie obowiązuje włoska siesta, dlatego między godziną 13:00, a 17:00 miasteczko zamiera.
Poza turystami nie ma nikogo, restauracje są zamknięte.


Zdjęcia: Ewelina Jasińska 

 

THERE IS NO MORE!

Nadmierny konsumpcjonizm spowodował, że moda stała się tematem numer jeden w mediach na całym świecie. To właśnie branży modowej w dużej mierze przypisuje się zanieczyszczenie naszej planety. Trudno się z tym nie zgodzić. Masowa moda produkowana w azjatyckiej hali, produkuje nowe odpady – tworząc dodatkowe gazy cieplarniane. To, że trzeba coś zmienić dobrze wiedzą Ania i Kasia – założycielki marki THERE IS NO MORE! Polska marka, która robi przepiękne torebki z recyklingowanych materiałów vintage. Z dziewczynami związany jestem od początku istnienia marki, jako jej ambasador. Z pewnością pamiętacie moje liczne sesje zdjęciowe z niepowtarzalnymi torebkami? Założycielki marki kochają piękne rzeczy, są wrażliwe na problemy ekologiczne. – Kochamy nieoczywiste piękno, kolory, projekty przełamujące schematy i nudę. Traktujemy je jak sztukę. Od zawsze interesowałyśmy się modą i chciałyśmy ją robić, a to w jaki sposób to robimy jest wypadkową właśnie tego jakimi ludźmi jesteśmy. Gdybyśmy zdecydowały się na produkcję długopisów lub biuro turystyczne na pewno nadal robiłybyśmy to w sposób społecznie i ekologicznie odpowiedzialny. Zrównoważona moda jest dla nas bardzo oczywistym i naturalnym środkiem do celu, nie celem samym w sobie – mówi Kasia. Dziewczyny przywiązują dużą uwagę do materiałów, które wybierają w sprawdzonych second handach. Każdy materiał wybierają wspólnie, a czas na wyszukanie prawdziwych perełek zajmuje im najwięcej czasu podczas produkcji torebek. – Mamy wysokie standardy ich selekcji: ostatecznie torba jest nowym obiektem, który ma się dobrze prezentować. Gdy już wpadnie nam w ręce coś ciekawego, oceniamy to pod kątem stanu zużycia materiału, tego, jak będzie się starzeć w ponownym użyciu, czy możliwy jest wykrój konkretnego kształtu torby itd. Ale uwielbiamy te poszukiwania! To prawdziwe polowania na skarby – chcemy, aby wszystkie torby There Is No More były absolutnymi unikatami – mówi Ania.

Kondycja naszej Ziemi zależy od nas. To nasza postawa i wybory mają ogromne znaczenie.
Idea marki jest wspaniała, jak również estetyka i komunikacja. Chętnie noszę torebki na co dzień, pasują mi również do stylizacji high fashion, które uwielbiam. Oficjalny debiut przeżyłem podczas tygodnia mody w Paryżu. W tedy torebki sprawdziły się idealnie. Niczym nie odbiegały od tych najbardziej pożądanych domów mody. Przyciągały uwagę spośród tłumów gości, kiedy ulice zamieniały się w czerwony dywan. Według analityków już niedługo wyznacznikiem produktu będzie jego przynależność dla środowiska. Rewolucja w świecie mody już nadchodzi – największe domy mody deklarują o społecznej odpowiedzialności swojego biznesu. Kiedy stajemy przed wyborem kupna nie będzie liczyć się już logo czy metka. Mamy prawo wiedzieć w jaki sposób i z jakich materiałów produkowane są ubrania czy akcesoria. Obowiązkiem marki powinno być przedstawienie szczegółowych informacji o procesie powstawania. Recykling w modzie nie powinien być dla nas wyborem dziedziny, ale naturalnym zachowaniem, który powinien być dzisiaj normą w każdym biznesie. Każda firma powinna być odpowiedzialna społecznie, a jeśli nie może tego zrobić to niech się zastanowi nad tym czy jest w ogóle potrzebna. Mam nadzieję, że takie zasady wejdą w życie jak najszybciej. Wtedy nasze wybory będą jeszcze bardziej świadome. Kiedy pytam założycielki marki THERE IS NO MORE! Kim jest ich klient odpowiadają jednoznacznie – To bardzo świadoma osoba. Świadoma zarówno swojego stylu, która lubi i umie się nim bawić, ale przede wszystkim świadoma tego jak wygląda produkcja taniego fast-fashion i jakie to niesie ze sobą konsekwencje. To osoba, która wybiera nowoczesny luksus, czyli rzemiosło i znajomość rękodzielnika, ale także chce mieć w posiadaniu coś, co powstaje tylko w jednym egzemplarzu.
Jak sztuka. To bardzo rzadka sytuacja. Ale przede wszystkim… jest bardzo miłym człowiekiem.
To dziwne, że dużo wiemy o naszych klientach prowadząc sprzedaż internetową, ale bardzo często dostajemy wiadomości zwrotne od klientów, którzy przesyłają nam dalsze historie torebek lub po prostu podziękowania za wygląd lub jakość torebki, co przecież daleko wykracza poza tradycyjną relację sprzedaży i kupna. 
Cieszymy się także, że wśród naszych klientów pojawiają się zorientowani w modzie i trendach mężczyźni.

THERE IS NO MORE to marka stworzona z pasji. Ania i Kasia pochodzą ze śląska i przyjaźnią się od wielu lat. Oprócz mody angażują się też w inne problemy ekologiczne. Wspierają świadome branże i inicjatywy, które kiełkują poprzez nasze codzienne decyzje konsumpcyjne. Starają się ubierać w second hendach i Charity Shopach, wymieniają się ubraniami ze znajomymi, chodzą na Marsze dla Ziemi, nie jedzą mięsa, starają się oszczędzać wodę i energię. Jeżdżą komunikacją publiczną i rowerami. – Naszym celem jednak nie jest to, aby być ortodoksyjne w tym co robimy. Nadal wielu rzeczy się uczymy, z niektórych ciężko z dnia na dzień nam zrezygnować. Do spraw ekologii staramy się podchodzić zdroworozsądkowo, dając sobie przestrzeń do ewolucji (a nie rewolucji) w dobrym kierunku – uważa Kasia.

Pracują z dwóch różnych miast – Pracując z domu staram się wyznaczać sobie regularne godziny pracy, aby nie pogubić się z balansem życia prywatnego i zawodowego. Jest wiele zmiennych, ale pewnikiem jest wiaderko kawy i parę rozmów przez telefon z Kasią. Pracujemy z 2 różnych miast – ja jestem w Warszawie, Kasia w Katowicach, dlatego telefon i pociąg to nasze drugie imiona – mówi Ania.

Uważam, że marka THERE IS NO MORE ma świetlaną przyszłość. Ich torebki są niepowtarzalne, absolutnie pożądane i myślę, że będą poważnym zagrożeniem dla tych największych domów mody. Tym bardziej, że na torebkach się nie skończy – Obecnie There Is No More to trzy modele ręcznie robionych, upcyklingowych toreb – wieczorowa torebka do ręki, torebka na ramię oraz plecak. Za jakiś czas w naszej ofercie pojawią się nowe akcesoria. Proces projektowy jest dość skrupulatny i długi. Wszystko chcemy mieć dopracowane w jak największym szczególe, dlatego na ten moment nie chcemy zdradzać jeszcze za wiele. Możemy jednak obiecać, że będzie bezkompromisowo, kolorowo, odważnie i praktycznie – mówią założycielki marki.
Z całego serca życzę, aby ich markę było widać na ulicach wielu miast. Jeśli będziecie zastanawiali się nad kupnem kolejnej torebki, mocno to przemyślcie. Może warto zainwestować w jedną unikatową? W dodatku wesprzeć lokalną firmę i przyczynić się do małej , ale jednak ZMIANY!





 

Kanał Miłości – zakochaj się w Grecji

Moje WIELKIE GRECKIE WAKACJE zaczęły się na wyspie Korfu. Jest to mój pierwszy raz w Grecji,
a także pierwszy wpis podróżniczy na blogu. Nie chciałem napisać typowego przewodnika po wyspie, ponieważ uważam, że aby to zrobić trzeba dokładnie poznać dany region, a także być kilka razy w danym miejscu, aby poznać Kraj z różnej perspektywy. Dostawałem jednak od Was wiadomości na instagramie co mi się najbardziej podobało i jakie miejsca polecam. Zdecydowałem się więc opisać dla Was kilka atrakcji turystycznych i podzielić się moimi wrażeniami.

CANAL D’AMOUR

Zatrzymałem się na północnej części wyspy Korfu, w miejscowości Sidari. Znanej z tętniącego życia nocnego, a także słynnego Canal d’Amour. Kanał Miłości to kanion o ścianach z wapieni i z turkusową wodą. Przepiękne miejsce, idealne do zdjęć, a także plażowania. Według legendy ten kto zanurzy się w wodach kanału, zapewni sobie szczęście w miłości. W legendy nie wierzę, ale może ktoś z Was już tam był i okazała się prawdziwa? Bardzo łatwo się tam dostać, proponuję zrobić sobie dłuższy spacer, jeśli znajdujecie się w miasteczku Sidari. Śmiało możecie spędzić tam cały dzień, ponieważ znajdują się tam liczne restauracje, szczególnie polecam zatrzymać się w Amour Beach Bar. Każdy znajdzie coś dla siebie, bloggerki/blogerzy zrobią ciekawy content, rodziny z dziećmi skorzystają z uroków plażowania, a smakosze jedzenia zasmakują typowej kuchni greckiej.



 Jak poruszać się po wyspie Korfu?

Wyspę Korfu można zwiedzać różnymi sposobami. Większość turystów decyduje się na wypożyczenie samochodu. Jest też możliwość zwiedzania quadami terenowymi lub popularnym autobusem miejskim „GREEN BUS”. Ja wybrałem ostatnią opcję i byłem mile zaskoczony. Od Greków słyszałem, że czas jego oczekiwania jest długi i że czasami może nie przejechać zgodnie z ich filozofią niespiesznego życia. Autobus przyjechał na czas, a cena biletu wynosiła 3, 70 Euro w jedną stronę. Jechałem nim 28 kilometrów z Sidari do stolicy wyspy Kerkyra (KORFU).

Stolica wyspy Kerkyra (KORFU).

Polecam Wam szczególnie stolicę wyspy. Słynie z zabytkowego starego miasta.
Warto zagubić się w labiryncie jego uliczek i poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca. Zobaczycie, wtedy antyczne budowle, bizantyjskie klasztory, oraz inne pamiątki przeszłości. Wrażenie zrobił na mnie port z przepięknymi statkami, jachtami czy łódkami. Wystarczy jednodniowa wycieczka w tym miejscu, chyba, że jesteście głodni tańca, wtedy można zostać nieco dłużej, bo podobno można znaleźć atrakcyjne cluby.