Powiedz TAK duetowi Paprocki&Brzozowski

W industrialnych wnętrzach odrestaurowanej inwestycji- Elektrowni Powiśle, duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował swoją najnowszą kolekcję o subtelnej nazwie „First time”. Po raz pierwszy w swojej karierze artystycznej projektanci zaprezentowali kolekcję ślubną. Choć przyzwyczajeni jesteśmy, że jesienią pokazy mody prezentują trendy na przyszły sezon, to tym razem projektanci stworzyli kolekcję tylko dla kobiet, które już powiedziały, bądź chcą powiedzieć TAK i są gotowe stanąć na ślubnym kobiercu. Ten wieczór bez wątpienia był romantyczny i wzbudził wiele emocji.

Suknie ślubne to trudny temat, łatwo jest się zapomnieć i trzeba uważać, aby kolekcja nie była nudna. Za każdym razem, kiedy obserwuję panny młode w sezonie ślubnym, większość wygląda bardzo podobnie i do złudzenia przypominają bezy. Każda tego dnia chce wyglądać wyjątkowo, a niestety skupiając się tylko na tradycjach zapominają o innowacji i świeżym spojrzeniu na kreację. Nie wspominając już o kolorystyce, która bazuje tylko i wyłącznie na odcieniach bieli, beżu, czasami różu. Każda z Was ma wybór, bo to przecież Wasz wyjątkowy dzień. Duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował aż 45 sylwetek więc niewątpliwe jest z czego wybierać. Kiedy na wybiegu zobaczyłem modelkę ubraną w czarny garnitur od razu przypomniała mi się Carrie Bradshow, kiedy w drugiej części, ekranizacji filmowej „sex and the city 2”  mogliśmy podziwiać ją w czarnym, „męskim” smokingu. W roli świadkowej swojego przyjaciela geja, z tradycyjnym kwiatem w butonierce przełamała schemat stereotypowej druhny. Tak samo projektanci zaproponowali ciekawą alternatywę prezentując sukienkę przypominającą klasyczną, dwurzędową marynarkę, czy prezentując złoty garnitur w minimalistycznej formie. Najbardziej podobały mi się przejaskrawione nakrycia głowy, papierowe kwiaty, błyszczące czepki, welony, biżuteryjne wystawki czy efektowne treny. Tak jak zostaliśmy przyzwyczajeni, w tej kolekcji nie zabrakło najwyższej jakości tkanin i dodatków- francuskie i włoskie koronki, kryształowe aplikacje, jedwabie, tafty, satyny, muśliny i żorżety. Warto dodać, że wszelkie zdobienia w kolekcji wykonane są ręcznie. To zdecydowanie najmocniejszy atut. Mogliśmy zobaczyć też tradycyjne suknie ślubne, które cały czas chętnie są kupowane przez przyszłe panny młode. Kolekcja bazowała na romantycznych jasnych odcieniach bieli, jasne beże, kremy, róż, a także wyżej wspomniana czerń czy złoto.

Niesamowity klimat kolekcji nadała oprawa muzyczna, Wyrzyski Chór Męski pod dyrekcją Piotra Janczaka zapamiętam na długo. Występy wokalne na żywo, to już nie nowość na pokazach mody, na całym świecie można zobaczyć różne performance jednak o chórze męskim jeszcze nie słyszałem, tym bardziej gratuluję pomysłu, który jak widziałem nie tylko mi przypadł do gustu. Kolekcja bez wątpienia wzbudziła dyskusje, no i dobrze przecież o to chodzi w modzie, aby nie była obojętna. Niektórzy mówili, że nie była zaskakująca, nie innowacyjna w formie. Dla mnie kolekcja, nawet ślubna duetu Paprocki&Brzozowski jest spójna i wpisuje się w charakter marki. Doceniam fakt, że suknie powstawały przez kilka, czasem kilkanaście tygodni, a wszystkie zdobienia wykonywane są ręcznie. Nie spodziewałem się rewolucji. Nie każdemu projektantowi jest ona pisana. Uważam, że nie ma co na siłę zmieniać czegoś co jest dobre i sprawdza się już od 18 lat. Moda musi na siebie zarabiać, a liczne oklaski klientek czy owacje na stojąco udowadniają, że najnowsza kolekcja wytwornych sukni ślubnych przyniesie duże zyski.


Zdjęcia: Fashion Images

Reklamy

Paradiso Club Paprocki & Brzozowski

Yes Sir, I can boogie… Wczorajszy wieczór spędzony w The Paradiso Club marki Paprocki & Brzozowski przeniósł nas do lat 70. Pokaz najnowszej kolekcji otworzyła Waris Dirie, Somalijska modelka i pisarka. Autorka znanej powieści „Kwiat Pustyni”. Modelka znana przede wszystkim z prestiżowych kampanii (między innymi Chanel czy Levi’s), ale także ze swojej działalności – walki o prawa kobiet, jako ambasadorka dobrej woli ONZ.

Wejście na wybieg czarnoskórej modelki stworzył cudowny, egzotyczny klimat i nadał charakter całego pokazu. Kolekcja została zmiksowana, mogliśmy zobaczyć projekty linii basicowej Plants, ślubnej, a także streetwear. Bardzo ucieszyły mnie prezentowane męskie sylwetki, których zabrakło w Jubileuszowym pokazie mody. Modele wspaniale prezentowali się w rajskich, niebieskich bluzach, rokowych ramoneskach, ognistych bomberkach czy smokingowych marynarkach. Bez wątpienia wybieg błyszczał i zachowany był w klimacie retro, disco. Pojawiła się ogromna gama kolorystyczna: intensywna zieleń,  złoto, turkus, fuksja, czerń, biel czy chabrowy fiolet. Bez wątpienia mogliśmy podziwiać pełny eklektyzm, który charakteryzuje się niecodziennymi połączeniami form, kolorów, struktur i tkanin. Na wybiegu zobaczyliśmy sukienki z frędzlami, koszule ze zwierzęcymi printami, oversize’owe garnitury czy dzwony dico, w stylu ABBA.  W kolekcji nie zabrakło charakterystycznych dla marki tiuli, koronek czy cekinów wyglądających obłędnie na gołych ciałach modelek.

Na udany pokaz składa się bardzo wiele czynników takich jak organizacja, oświetlenie, muzyka, choreografia i wiele, wiele innych! Jednak najważniejsza jest sama kolekcja. Duet Paprocki & Brzozowski zaproponował szeroki asortyment. Każdy z nas znajdzie coś dla siebie, na różne okazje. Pokaz zakończył się propozycjami sukien ślubnych w sam raz, bo sezon weselny właśnie się zaczyna. Z przyjemnością przeniosłem się wczoraj w hawajską egzotykę. Niech żyje disco, w stylowym jednak wydaniu.

 


Zdjęcia: Fashion Images

Paris Fashion Week 2018

Tydzień mody w Paryżu od zawsze był moim marzeniem. Jestem szczęśliwy, że udało mi się być na nim w tym roku. Kiedy dostałem zaproszenie na pokaz Johna Galliano nie wahałem się ani sekundy, zabukowałem bilety i znalazłem się w Paryżu – światowej stolicy mody. To było dla mnie ekscytujące przeżycie. Zobaczyć od kulis, zaplecze pokazów mody czy wspaniałych gości takich jak Anna Wintour czy Marc Jacobs. Paryż bez wątpienia żyje całym tygodniem mody, wspaniałe kolekcje zdecydowanie podnoszą temperaturę pomimo zimowej aury. Ulice zamieniają się w czerwony dywan, na którym wystylizowani, zaproszeni goście prezentują swoje stylizację fotografom. Mnie ta przyjemność również spotkała i liczni fotografowie wyłapywali mnie z tłumów z prośbą o zrobienie typowych zdjęć street style.

Pokazy mody w Paryżu znacznie różnią się od tych w Polsce. Przede wszystkim jest ich naprawdę dużo, grafik jest przepełniony, dlatego nie ma miejsca na godzinne opóźnienia pokazów czy after party zaraz po pokazach. Dobrze wiemy, że dla niektórych gości w Polsce ważniejsze jest to, aby się napić drinka niż skupić się na prezentacji nowej kolekcji. Na świętowanie jest oczywiście czas, ale późnymi wieczorami, kiedy danego dnia pokazy się zakończą. Jest za to pełny profesjonalizm, dobra organizacja, kreatywne podejście do tematu, zaczynając od projektowania zaproszeń czy scenografii pokazów.

Zostałem zaproszony na wiele pokazów mody, Ci z Was którzy obserwują mnie na social mediach, szczególnie na instagramie doskonale o tym wiedzą. Każdy na swój sposób był wyjątkowy, a prezentowane kolekcje były na wysokim poziomie. Skupię się jednak na tym najbardziej dla mnie wyjątkowym i na tym, dzięki któremu spełniłem swoje blogerskie marzenie. Pokaz Johna Galliano odbył się już kolejny raz w pięknym Hotelu Le Marois. Fałszywe wiadomości nie zawsze są złe. Zwłaszcza kiedy możemy poczytać artykuły sportowe, plotkarskie czy modowe w Galliano Gazette, tak bowiem wyglądało zaproszenie drukowane na pokaz, przypominający gazetę New York Times. Sceneria pokazu była istnie pałacowa, czułem się tak jak w Wersalu, a Galliano jakby prezentował kolekcję specjalnie dla Marii Antoniny we współczesnym jednak wydaniu. Nie zabrakło satynowych gorsetów, wiktoriańskich falbanek czy tiulowych sukienek. Galliano kreatywnie zmieszał kolekcje z odzieżą męską: oversizow’e marynarki czy dżinsowe ogrodniczki. Piękna, klasyczna biżuteria taka jak perły, czy diamentowe bransoletki nonszalancko ozdabiały zimową kolekcję. Bez wątpienia jest to kolekcja romantyczna, zmiksowana jednak z przeciwnościami losu. Jak powiedział projektant John Galliano, świat byłby nudny, gdyby inspiracja pochodziła tylko z klasycznie pięknych rzeczy, dlatego akcesoria czy dodatki połączone zostały ze sznurami pereł i kuferkami, które przypomniały starodawne lekarskie torby.

Tydzień mody w Paryżu to dla mnie ogromna dawka wiedzy i inspiracji modowych. Nie raz będę wracał do tych przeżyć i myślę, że to nie ostatni Fashion Week w moim życiu. Chętnie wrócę do Paryża w kolejnych sezonach, chętnie też podbiję inne tygodnie mody, które odbywają się w Londynie, Mediolanie czy Nowym Jorku. Chciałbym jednak doczekać się prawdziwego tygodnia mody w Polsce. Czy jest to kiedykolwiek możliwe? Myślę, że tak, przecież marzenia się spełniają!.