Opowieść o kobiecości Dawida Wolińskiego

Wczoraj wieczorem w ATM Studio Dawid Woliński stworzył kolejną opowieść o kobiecości i zaprezentował swoją najnowszą kolekcję „Atelier 214.2”. Jej dominującym kolorem była czerń, która jest esencją kobiecości. Czerń w modzie wbrew pozorom jest bardzo trudna. Największym wyzwaniem jest pokazanie w niej idealnej konstrukcji, ponieważ bardzo trudno wydobyć w projektach optymalne, piękne i ciekawe formy. Drugim kolorem była ognista czerwień, która zaprezentowana została w projektach specjalnych.

Jest to ciekawy zwrot i zmiana kierunku, kiedy przypomnimy sobie Jubileuszową kolekcję Dawida Wolińskiego. Tam dominowały odważne, pastelowe kolory. Podczas wczorajszego pokazu można było dostrzec inspirację Christiana Diora, który w latach 50-tych stworzył kolekcję zwaną „New Look” z luksusowymi sukniami i szerokimi spódnicami. Podobnie jak Dior, Dawid Woliński stworzył kolekcję pełną przepychu i elegancji, z którą kobiety chętnie się utożsamiają.
W najnowszych projektach dostrzegłem: głębokie dekolty, formy, cięcia i długości, a także wąskie talie. Projektant łączy i zestawia ze sobą faktury rożnych materiałów, by nadać sylwetkom jak najbardziej kobiecy charakter i uzyskać przestrzenne formy. W tej kolekcji nie zabrakło jak zwykle
u Wolińskiego koronek, siatek, cekinów czy satyny. Na wybiegu pojawiły się również szorty czy detale z napisem „Atelier”. Niewątpliwe niektóre sukienki do złudzenia przypominały, najnowszą kolekcję Yves Saint Laurent. Mam nadzieję, że dyrektor kreatywny marki Anthony Vacarello nie będzie miał mu tego za złe. W końcu, jego ambasadorką jest przepiękna Anja Rubik, która wystąpiła w jego kreacji podczas finałowego odcinka Top Model, którego Dawid Woliński jest jurorem, a także kolegą modelki. Przy trzech kreacjach specjalnych, stworzonych z myślą o marce Martini, Dawid Woliński wybrał soczystą czerwień. Jego zdaniem, to właśnie ten kolor inspiruje
i pozwala na szaloną dowolność. Z pewnością jego klientki będą miały co założyć na sylwestrową noc, ponieważ sukienki ozdobione zostały błyszczącymi cekinami.

Dawid Woliński od zawsze pochlebia sylwetce kobiety. Tym razem również zabrakło mi męskich sylwetek. Na rynku jest już od 16 lat, doskonale więc zna swoje klientki. Stworzył kolekcję, która oparta jest na tegorocznych trendach i taką, z którą utożsamiają się jego kobiety, pełne przepychu, blasku i współczesnego blichtru.


 


Zdjęcia:Filip Okopny – Fashion Images

Reklamy

Powiedz TAK duetowi Paprocki&Brzozowski

W industrialnych wnętrzach odrestaurowanej inwestycji- Elektrowni Powiśle, duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował swoją najnowszą kolekcję o subtelnej nazwie „First time”. Po raz pierwszy w swojej karierze artystycznej projektanci zaprezentowali kolekcję ślubną. Choć przyzwyczajeni jesteśmy, że jesienią pokazy mody prezentują trendy na przyszły sezon, to tym razem projektanci stworzyli kolekcję tylko dla kobiet, które już powiedziały, bądź chcą powiedzieć TAK i są gotowe stanąć na ślubnym kobiercu. Ten wieczór bez wątpienia był romantyczny i wzbudził wiele emocji.

Suknie ślubne to trudny temat, łatwo jest się zapomnieć i trzeba uważać, aby kolekcja nie była nudna. Za każdym razem, kiedy obserwuję panny młode w sezonie ślubnym, większość wygląda bardzo podobnie i do złudzenia przypominają bezy. Każda tego dnia chce wyglądać wyjątkowo, a niestety skupiając się tylko na tradycjach zapominają o innowacji i świeżym spojrzeniu na kreację. Nie wspominając już o kolorystyce, która bazuje tylko i wyłącznie na odcieniach bieli, beżu, czasami różu. Każda z Was ma wybór, bo to przecież Wasz wyjątkowy dzień. Duet Paprocki&Brzozowski zaprezentował aż 45 sylwetek więc niewątpliwe jest z czego wybierać. Kiedy na wybiegu zobaczyłem modelkę ubraną w czarny garnitur od razu przypomniała mi się Carrie Bradshow, kiedy w drugiej części, ekranizacji filmowej „sex and the city 2”  mogliśmy podziwiać ją w czarnym, „męskim” smokingu. W roli świadkowej swojego przyjaciela geja, z tradycyjnym kwiatem w butonierce przełamała schemat stereotypowej druhny. Tak samo projektanci zaproponowali ciekawą alternatywę prezentując sukienkę przypominającą klasyczną, dwurzędową marynarkę, czy prezentując złoty garnitur w minimalistycznej formie. Najbardziej podobały mi się przejaskrawione nakrycia głowy, papierowe kwiaty, błyszczące czepki, welony, biżuteryjne wystawki czy efektowne treny. Tak jak zostaliśmy przyzwyczajeni, w tej kolekcji nie zabrakło najwyższej jakości tkanin i dodatków- francuskie i włoskie koronki, kryształowe aplikacje, jedwabie, tafty, satyny, muśliny i żorżety. Warto dodać, że wszelkie zdobienia w kolekcji wykonane są ręcznie. To zdecydowanie najmocniejszy atut. Mogliśmy zobaczyć też tradycyjne suknie ślubne, które cały czas chętnie są kupowane przez przyszłe panny młode. Kolekcja bazowała na romantycznych jasnych odcieniach bieli, jasne beże, kremy, róż, a także wyżej wspomniana czerń czy złoto.

Niesamowity klimat kolekcji nadała oprawa muzyczna, Wyrzyski Chór Męski pod dyrekcją Piotra Janczaka zapamiętam na długo. Występy wokalne na żywo, to już nie nowość na pokazach mody, na całym świecie można zobaczyć różne performance jednak o chórze męskim jeszcze nie słyszałem, tym bardziej gratuluję pomysłu, który jak widziałem nie tylko mi przypadł do gustu. Kolekcja bez wątpienia wzbudziła dyskusje, no i dobrze przecież o to chodzi w modzie, aby nie była obojętna. Niektórzy mówili, że nie była zaskakująca, nie innowacyjna w formie. Dla mnie kolekcja, nawet ślubna duetu Paprocki&Brzozowski jest spójna i wpisuje się w charakter marki. Doceniam fakt, że suknie powstawały przez kilka, czasem kilkanaście tygodni, a wszystkie zdobienia wykonywane są ręcznie. Nie spodziewałem się rewolucji. Nie każdemu projektantowi jest ona pisana. Uważam, że nie ma co na siłę zmieniać czegoś co jest dobre i sprawdza się już od 18 lat. Moda musi na siebie zarabiać, a liczne oklaski klientek czy owacje na stojąco udowadniają, że najnowsza kolekcja wytwornych sukni ślubnych przyniesie duże zyski.


Zdjęcia: Fashion Images

BELIEVE IN YOUR POWER: Łukasz Jemioł

Believe in your power to hasło przewodnie najnowszej kolekcji Łukasza Jemioła na sezon jesień – zima 2018/2019. Niedowiarki myśleli, że pokaz się nie odbędzie, a wszystko za sprawą plotek o problemach finansowych marki. Z początku panował chaos jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Ewidentnym niedopatrzeniem był brak miejsc siedzących dla dziennikarzy. Zbyt duża liczba rezerwacji miejsc przez sponsorów, spowodowała, że zaproszeni goście podbierali sobie krzesła. Bycie na czas się jednak opłaca, dzięki temu mojego miejsca nikt nie zdążył zająć.

Pokaz mody odbył się w ATM Studio, gdzie projektant zaprezentował najnowszą kolekcję, która składała się tylko z sylwetek damskich i skupiła się na podkreśleniu siły kobiet. Na wybiegu mogliśmy zobaczyć różnorodną kolekcję, nieco chaotyczną. Najbardziej podobały mi się czarne sukienki i odważne, lakierowane skórą płaszcze. Kolekcja dominowała jednak casualowymi propozycjami, które nie należą do udanych. Bawełniane bluzy, tym razem w formie sukienek, swetry czy wełniane płaszcze to nic odkrywczego. Uwielbiam letnie projekty Łukasza Jemioła w stylu boho. Może powinien on do nich powrócić, zamiast skupiać się na street stylu, który może i jest wygodny, ale nie transcendentalny. Ciekawym pomysłem było wprowadzenie skórzanych gorsetów, perfekcyjnie skrojonych marynarek i printach w panterę. Paleta kolorystyczna bazowała na odcieniach czerni, brązu i szarości.

Klimat pokazu bez wątpienia stworzyła gra świateł i nastrojowa mocna muzyka, w tym utwory Pink Floyd oraz Annie Lenox. Bez wątpienia Łukasz Jemioł jest utalentowanym projektantem i pomimo tego, że jego najnowsza kolekcja nie porywa wciąż z ciekawością będę czekał na letnią odsłonę, która wychodzi mu znakomicie. Przesłanie pokazu Łukasza Jemioła bardzo mi się podobało, jak sam powiedział: Kobiety są niesamowite. Podziwiam je od lat i są dla mnie największą inspiracją w mojej pracy. Najnowsza kolekcja to hołd dla wszystkich kobiet oraz wskazówka, żeby zawsze wierzyły w siebie, w swoją siłę. Wierzę, że słowa mają moc, dlatego przewodnie hasło „Believe in your power” jest podpowiedzią i wskazówką dla nich oraz dla mnie”.


 

Paris Fashion Week 2018

Tydzień mody w Paryżu od zawsze był moim marzeniem. Jestem szczęśliwy, że udało mi się być na nim w tym roku. Kiedy dostałem zaproszenie na pokaz Johna Galliano nie wahałem się ani sekundy, zabukowałem bilety i znalazłem się w Paryżu – światowej stolicy mody. To było dla mnie ekscytujące przeżycie. Zobaczyć od kulis, zaplecze pokazów mody czy wspaniałych gości takich jak Anna Wintour czy Marc Jacobs. Paryż bez wątpienia żyje całym tygodniem mody, wspaniałe kolekcje zdecydowanie podnoszą temperaturę pomimo zimowej aury. Ulice zamieniają się w czerwony dywan, na którym wystylizowani, zaproszeni goście prezentują swoje stylizację fotografom. Mnie ta przyjemność również spotkała i liczni fotografowie wyłapywali mnie z tłumów z prośbą o zrobienie typowych zdjęć street style.

Pokazy mody w Paryżu znacznie różnią się od tych w Polsce. Przede wszystkim jest ich naprawdę dużo, grafik jest przepełniony, dlatego nie ma miejsca na godzinne opóźnienia pokazów czy after party zaraz po pokazach. Dobrze wiemy, że dla niektórych gości w Polsce ważniejsze jest to, aby się napić drinka niż skupić się na prezentacji nowej kolekcji. Na świętowanie jest oczywiście czas, ale późnymi wieczorami, kiedy danego dnia pokazy się zakończą. Jest za to pełny profesjonalizm, dobra organizacja, kreatywne podejście do tematu, zaczynając od projektowania zaproszeń czy scenografii pokazów.

Zostałem zaproszony na wiele pokazów mody, Ci z Was którzy obserwują mnie na social mediach, szczególnie na instagramie doskonale o tym wiedzą. Każdy na swój sposób był wyjątkowy, a prezentowane kolekcje były na wysokim poziomie. Skupię się jednak na tym najbardziej dla mnie wyjątkowym i na tym, dzięki któremu spełniłem swoje blogerskie marzenie. Pokaz Johna Galliano odbył się już kolejny raz w pięknym Hotelu Le Marois. Fałszywe wiadomości nie zawsze są złe. Zwłaszcza kiedy możemy poczytać artykuły sportowe, plotkarskie czy modowe w Galliano Gazette, tak bowiem wyglądało zaproszenie drukowane na pokaz, przypominający gazetę New York Times. Sceneria pokazu była istnie pałacowa, czułem się tak jak w Wersalu, a Galliano jakby prezentował kolekcję specjalnie dla Marii Antoniny we współczesnym jednak wydaniu. Nie zabrakło satynowych gorsetów, wiktoriańskich falbanek czy tiulowych sukienek. Galliano kreatywnie zmieszał kolekcje z odzieżą męską: oversizow’e marynarki czy dżinsowe ogrodniczki. Piękna, klasyczna biżuteria taka jak perły, czy diamentowe bransoletki nonszalancko ozdabiały zimową kolekcję. Bez wątpienia jest to kolekcja romantyczna, zmiksowana jednak z przeciwnościami losu. Jak powiedział projektant John Galliano, świat byłby nudny, gdyby inspiracja pochodziła tylko z klasycznie pięknych rzeczy, dlatego akcesoria czy dodatki połączone zostały ze sznurami pereł i kuferkami, które przypomniały starodawne lekarskie torby.

Tydzień mody w Paryżu to dla mnie ogromna dawka wiedzy i inspiracji modowych. Nie raz będę wracał do tych przeżyć i myślę, że to nie ostatni Fashion Week w moim życiu. Chętnie wrócę do Paryża w kolejnych sezonach, chętnie też podbiję inne tygodnie mody, które odbywają się w Londynie, Mediolanie czy Nowym Jorku. Chciałbym jednak doczekać się prawdziwego tygodnia mody w Polsce. Czy jest to kiedykolwiek możliwe? Myślę, że tak, przecież marzenia się spełniają!.

 

Jubileuszowa prezentacja kolekcji Paprocki & Brzozowski

17 lat minęło jak jeden dzień… nie bez powodu duet projektantów Paprocki & Brzozowski postanowił z wielką klasą i rozmachem uczcić urodziny swojej marki. We wnętrzach galerii sztuki współczesnej – Zachęta mieliśmy przyjemność zobaczyć wernisaż zdjęć, połączony z pokazem mody. Na ścianach galerii zawisły zdjęcia muz projektantów, a modelki wcieliły się w żywe eksponaty prezentując najnowszą kolekcję. Brawo dla Was chłopaki! W końcu nastąpił powiew świeżości na polskiej scenie mody. Uwielbiam pokazy mody, Ci którzy śledzą mojego bloga czy kanały na social mediach doskonale wiedzą, że jak pojawiam się na nich to robię obszerną relację na insta story, z przyjemnością piszę recenzję z danego pokazu, a osoby, które mają okazję obserwować mnie na widowni mogą zobaczyć radość na mojej twarzy, kiedy modelki czy modele pojawiają się na wybiegu. Cieszą się, że tym razem projektanci mnie zaskoczyli i zaprezentowali swoją kolekcję w nietypowy sposób, zachowując tym samym elegancję i ogromne wyczucie estetyki jaką prezentują od początku swojej działalności.

Żywa prezentacja jubileuszowych projektów została podzielona na trzy sekwencje, których reżyserią zajęła się nikt inny jak najlepsza w swoim fachu, wspaniała Kasia Sokołowska.
Pierwsza z nich prezentowała jedwabne, koronkowe sukienki w odcieniach różu czy bieli. Kreacje zwiewne, zmysłowe idealnie wpasowały się w charakter zamierzonej choreografii i niewątpliwe cieszyły oko gości.

Druga grupa modelek w przepięknych biało – czarnych sukniach przeniosła nas do lat 30,
w których rządziła klasyka. Koronki, perły i pióra to elementy, które damy z tamtych czasów nosiły na potęgę. Paprocki & Brzozowski swoimi kreacjami podkreślili talię modelek, zdobiąc je bukietami piór, srebrnymi aplikacjami czy wspomnianymi już wcześniej perłami. Główną rolę odgrywał tutaj makijaż, wykonany z materiałowych koronek przyklejonych do twarzy.

Trzecia część wystawy, ostatnia i moja ulubiona wyglądała obłędnie. Nie mogłem się oprzeć i nagrałem materiał video, który spodobał się także projektantom Paprocki & Brzozowski, dlatego umieścili go na swoim oficjalnym profilu marki na instagramie oraz facebooku. Kreacje z transparentnymi tiulami modelki trzymały w dłoniach, zestawionymi welonami na głowie z mokrymi włosami opadających na twarz przenosząc nas tym samym w klimat baśniowych, wyśnionych marzeń. Tę część kolekcji dominował modny teraz kolor pudrowego różu, amarantu czy fuksji.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy na szczęście nie duet projektantów Paprocki & Brzozowski. Wernisaż wystawy połączony z pokazem mody zapamiętam na długo. Podsycony ogień, który sprawił, że z niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę nowej kolekcji. Co się wydarzy za siedemnaście lat? Jak ewoluuje i zmieni się rynek Polskiej mody? Niewiadomo.
Jedno jest pewne klasyka nigdy nie wyjdzie z mody.


Zdjęcia: Filip Okopny

Lidia Kalita jesień – zima 2017/18


Wszystko wskazywało na to, że nie zdążę na pokaz, tego dnia los chciał ze mnie zadrwić i stawiał opory. Nietypowe miejsce wybrała sobie projektantka Lidia Kalita, zorganizowała pokaz w surowych wnętrzach zajezdni tramwajowej na Żoliborzu. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, pokaz opóźnił się o ponad godzinę! Gdybym był redaktorem naczelnym amerykańskiego wydania Vogue, po kilkunastu minutach bym wyszedł, tak jak to miało miejsce kilka lat temu na Nowojorskim Fashion Weeku. Anna Wintour opuściła pokaz Marca Jacobsa, bo ten czekał na przybycie etatowych celebrytek. Człowiek uczy się na błędach i dziś zaczyna on swoje pokazy punktualnie.

Najnowsza kolekcja projektantki kojarzy mi się z okresem Sturm und Drang, który był nie tylko czasem buntu, ale przede wszystkim podkreślał indywidualizm jednostki. Zabawa punkową estetyką wyszła w tym wypadku na dobre. Modele i modelki uczesani w irokeza, idealnie wpasowali się w konwencję Grunge’owego stylu.

Kolekcja jesień – zima 2017/18 kierowana dla wszystkich buntowniczek, zdominowana dwoma kolorami – czerń i szarość przeplatająca się, od czasu do czasu z jaskrawą limonkową żółcią. Na wybiegu mogliśmy zobaczyć rozkloszowane sukienki, tweedowe płaszcze, garnitury, kraciaste marynarki czy włochate swetry. Bardzo ucieszyły mnie na wybiegu męskie sylwetki, Panowie wyciągajcie z szafy swoje glany, bo wracają one do łask. Podobały mi się także śmiało zestawione podarte dżinsy, ćwieki na kołnierzach czy agrafki, które zdobiły większość kolekcji.

Punkowy styl Lidii Kality był spójny i zadbany o każdy szczegół. Przemyślane dodatki takie jak limonkowe bufki, słynne okulary kujonki czy buntownicze hasła na koszulkach. Panie zarówno jak i Panowie będą mieli z czego wybierać, ponieważ projektantka zaprezentowała kilkadziesiąt sylwetek.

Zdjęcia: Filip Okopny

Jubileuszowy pokaz mody Dawida Wolińskiego


Jego oczy są „hipnotajzing”, mistrz instagramowego selfie, w windzie, siłowni, czy w wannie. Nazywany przez niektórych etatowym celebrytą
. Dawid Woliński, który przez 15 lat ubiera polskie i światowe gwiazdy. Dla tych, którzy zapomnieli przede wszystkim projektant, który wie co to luksus, elegancja i najwyższej jakości wykonanie. Doskonale potrafi dopieścić kobietę, sprawić aby w jego kreacjach czuła się niczym oscarowa gwiazda, tworząc klasyczne suknie, które zaskakują detalami.

W Warszawskim studiu ATM mogliśmy zobaczyć najnowszy, jubileuszowy pokaz projektanta.
Z pozoru proste suknie, ograne zostały z ekstrawaganckimi dekoltami, z którymi projektant eksperymentuje już od kilku sezonów. Zabawa formą przy klasycznych żorżetach czy krepach, przypominają i nawiązują do konstrukcji z lat 40. i 50. Dawid Woliński inspiruje się wczesnymi projektami Jean Patou, wprowadzając do kolekcji charakterystyczny ornament. Brawa dla krawcowych projektanta, które wykonały imponujące zdobienia. Mowa tutaj o haftach feniksów i rajskich ptakach. Pojawiają się one na pelerynach czy długich zabudowanych sukniach.

Bardzo podobały mi się w tej kolekcji spodnie, które miały wysoki stan, a pod ogromnymi marynarkami modelki pewnym siebie krokiem maszerowały z odkrytym biustem. Skojarzenia są dla mnie jednoznaczne, przypominające wiele kuszących i w dobrym smaku kreacji Anji Rubik. Dawid Woliński poszedł za wiodącym prym trendom, które można było zauważyć na tegorocznym Fashion Weeku takich jak: napompowane duże marynarki, lateksowe pończochy w kolorach różu i błękitu czy asymetryczne za duże bufki.

Dawid Woliński doskonale wie jak pokaz mody zamienić w czerwony dywan. Eksperymentuje z sylwetkami i świetnie mu to wychodzi. Cała kolekcja jest dla mnie spójna i różnorodna, a jego projekty wykonane są na wysokim poziomie. Zdecydowanie jego kreacje będzie można założyć na galę wręczenia Oscarów. Szkoda, że w tej kolekcji nie można było zobaczyć męskich sylwetek, może następnym razem?. W wywiadzie dla modnych rozmów Dawid Woliński powiedział śmiało, że w dziedzinie mody w Polsce nic już więcej nie osiągnie, a masowa marka go nie interesuje, bo kreując dla jednostek tworzy się coś niepowtarzającego i szalonego.


Zdjęcia: Filip Okopny

Jacob Birge Vision „Gold digger” wiosna-lato 2018


W ostatnim czasie mieliśmy okazje zaobserwować wiele jadu jaki krąży w sieci, a to za sprawą kolaboracji Jacob X Auchan. Projektant krytykowany jest za współpracę z marketem, porównywany z kiczem i tandetą. Czym jednak różni się on od innych projektantów, którzy tak samo jak on wchodzą we współpracę z sieciówkami? Przykładów jest wiele Maciej Zień X Biedronka, Gosia Baczyńska X Rossman, czy Karl Lagerfeld X Carrefour. Nie ukrywajmy, że rynek modowy w Polsce jest bardzo trudny, świadczy o tym niska częstotliwość organizowania pokazów mody, czy coraz mniejsza ilość sponsorów, a polscy projektanci muszą zarabiać jeśli chcą się dalej rozwijać. Łatwo jest oceniać poczynania innych nie będąc na trudnym polskim rynku i nie tworząc własnej marki. Na szczęście Kuba „Jacob” Bartnik postawił kropkę nad i, organizując pokaz najnowszej kolekcji „Gold digger” wiosna-lato 2018.

Prezentację kolekcji mogliśmy zobaczyć w klimatycznym miejscu Nowy Świat Muzyki. Bogaty klimat miejsca- wysokie sufity czy ekstrawaganckie żyrandole idealnie wpasowały się w klimat najnowszej kolekcji projektanta. Odważna kolekcja Jacoba jest najbardziej personalna z dotychczasowych, a to za sprawą inspiracji ostatnim związkiem. Mowa więc o współczesnej, pewnej siebie kobiecie, która dąży do wygodnego i luksusowego życia. Niewątpliwie kolekcja Jacoba jest przeciwko młodym kobietom, które są wyłącznie skupione na sobie, podążają za sztucznością i nałogowo robią sobie „selfie” na instagrama. Nie bez przyczyny kolekcja nosi nazwę „Gold digger” co w języku potocznym oznacza „blachara”.

W kolekcji stworzonej z rozmachem możemy zobaczyć wiele kolorów takich jak złoto, czerń, fiolet czy cekiny. Nie brakuje też w sukienkach stylu retro przełamania, butów połączonych ze skarpetkami, w jaskrawych kolorach czerwonego, niebieskiego czy żółtego. Ewidentnie widać tutaj inspirację kolekcji Balenciagi. Osobiście zachwyciły mnie prześmiewcze PRINTY z cytatami „GIVE ME 100K”, „50K RING”, „PAY MY RENT”, które podkreślają naszą bohaterkę „blaharę”. Jestem przekonany, że te hasła staną się hitem. Mocny makijaż, sztuczne peruki na modelkach, zestawione z miksowaną muzyką elektroniczną/techno wpisały się w konwencję tragifarsy gold digger.

W tych projektach każda kobieta znajdzie coś dla siebie, ponieważ Jacob wniósł także elementy streetowe takie jak bluzy z kapturem, oversize’owe marynarki czy czapki z daszkiem. Cała kolekcja oparta jest na zwiewnych formach, zestawionych z wyrazistą konstrukcją. Jest to najlepsza kolekcja projektanta, podoba mi się zabawa formą oraz aktualne podejście do tematu.




Zdjęcia: Marek Makowski